6.02.2012
poniedziałek
Czytając „Bromskiego o #ACTA”
Najróżniejsze media online przedrukowały wywiad, jaki Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich i reżyser, udzielił PAP (ja wybralem wersję z Interii, bo nie wszystkie są równie kompletne). Wywiad ciekawy, zaintrygowały mnie w nim cztery sprawy:
1.
„Żądamy ścigania tych, którzy zarabiają miliony na udostępnianiu skradzionych utworów. Chcemy mieć możliwość legalnej i taniej dystrybucji naszych utworów w sieci. Chcemy praworządności w internecie.”
Argumentacji, że dopiero po złapaniu wszystkich piratów będzie możliwa legalna dystrybucja, nigdy nie rozumiałem i nadal nie rozumiem. Też bym chciał mieć dostęp do legalnych i tanich źródeł treści online, ale tu wszystko leży w rękach biznesu. Jak powiedział – już 5 lat temu! – mec. Marek Staszewski, pełnomocnik ZPAV, legalne opcje zmniejszają piractwo.
W obecnej dyskusji, która zaczyna się jednak rysować na linii „złe korporacje vs. źli piraci” (przed czym ostrzegamy w naszym raporcie) bardzo brakuje mi głosu podmiotów, które wchodzą online z legalną ofertą. Można było tych głosów posłuchać na ostatniej „Rewolucji w komunikacji” – pierwsi dwaj prelegenci, których słyszałem (Marcin Pery z Redefine i Jarosław Sobolewski z IAB) opowiadali o trudnościach, ale wiele z nich dotyczyło nie piratów, tylko np. niesprawiedliwej ich zdaniem regulacji, np. tantiemów dla OZZ. Więc rzeczywistość nie jest czarno biała. Ale, co najważniejsze, obaj panowie ostatecznie prezentowali wizję optymistyczną, co do możliwości rozwoju legalnych opcji w Polsce.
2.
„Przez powszechne i bezkarne piractwo filmy przestały się nawet zwracać. Za chwilę nie będzie czego kraść, bo nie będzie nowych filmów. W Polsce film, który mógł liczyć na pół miliona widzów osiąga 150-200 tys. widzów”.
Nie mam pojęcia jak takie stwerdzenie pogodzić z na przykład takimi danymi, według których sprzedaż biletów kinowych i zyski z nich łagodnie rosną. W tej dyskusji naprawdę potrzeba danych, polecam najnowszą infografikę z Information is Beautiful, How Much Does Hollywood Earn. Może sytuacja jest bardziej skomplikowana, a powody, dla których filmy sobie nie radzą bardzo różne i niekoniecznie związane z piractwem?
3.
„Tu nie chodzi o prawa autorskie. Prawa autorskie w filmie to nie więcej niż 2 proc. przychodów z filmu, podzielone na ośmiu uprawnionych współautorów. Tu chodzi copyrightowe prawo producenta [...] „
Zwolennicy reformy praw autorskich często powtarzają, że stosuje się figurę „wygłodniałego autora” jako przykrywkę dla interesów producentów. Interesów co do zasady słusznych, ale jednak zupełnie innych od interesów twórców. Dobrze wreszcie usłyszeć dane potwierdzające ten stan rzeczy. 2% i 98%, szokująca proporcja.
4.
A na koniec coś, czego w wywiadzie zupełnie zabrakło – i brakuje w dwuwymiarowej dyskusji o twórcach i piratach: interesu publicznego i inwestycji publicznych. W 2010 roku Państwowy Instytut Sztuki Filmowej (brak jeszcze danych za 2011 rok) wydał 110 milionów na dofinansowanie polskiej kinematografii. Patrząc na dowolny konkurs grantowy widać, że dofinansowanie wynosi zazwyczaj 50-70% budżetu produkcji, miejscami sięga nawet niemal 100%. Pytanie więc, czy inwestycje publiczne nie powinny być realizowane tak, by wspierać interes publiczny? A jest nim nadanie tym filmom – jeśli to niezbędne, po okresie odzyskania inwestycji przez producenta, i ewentualnie po uzyskaniu jakiegoś zwrotu z inwestycji – statusu dobra wspólnego. W przypadku filmów w całości finansowanych publicznie sa dobre
Would you like to comment?
Join Diigo for a free account, or sign in if you are already a member.